Zgryz krzyżowy

Zgryz krzyżowy

“Odkąd pamiętam, miałam krzywe zęby” – tak zaczyna się wiele historii przedstawianych na naszym blogu. Wiele osób odwiedzających Zadrutowanych, z kompleksem na tle zębów borykało się od wielu lat. Dlatego bardzo miło jest nam czytać historie osób, które dzięki naszej działalności na Zadrutowanych zdecydowały wybrać się do ortodonty i poddać się leczeniu ortodontycznemu, a tym samym pozbyć się kompleksu i zrealizować swoje wieloletnie marzenia.

Taką osobą jest Iwetta – nasza czytelniczka i autorka poniższego tekstu. Zapraszamy Was do lektury, a jeśli macie znajomych, którzy borykają się z wadami zgryzu, zaproście ich na Zadrutowanych. Może właśnie ta historia zmieni coś w ich życiu? 🙂

Iwetta: Moje zęby były niewłaściwie ustawione, odkąd sięgam pamięcią. Według mnie były one nawet bardzo krzywe. Choć stanowiły dla mnie ogromny kompleks, to nauczyłam się przez te 26 lat uśmiechać i ustawiać do zdjęć w taki sposób, aby nie było tego tak widać – przynajmniej w moim przekonaniu. Gdy byłam młodsza, marzyłam o aparacie, ale szczerze mówiąc nie było na to wystarczających środków. Ponadto mieszkałam wówczas w okolicy niedużego miasta i w najbliższej okolicy nie było ortodonty.

Czas upływał, a moje marzenie o pięknym uśmiechu pozostawało niezrealizowane. Pewnego dnia, kiedy miałam już 23 lata, zauważyłam, że pękły mi dwie jedynki – po jednej w obu łukach zębowych. Byłam przerażona i od razu zaczęłam się zamartwiać: “A co jeśli odpadnie mi pół zęba?!”.

Okazało się, że cierpię na bruksizm, czyli zgrzytam zębami przez sen, przez co moje przednie zęby, w szczególności dolne – starły się. Skutki bruksizmu widać było również na wspomnianej już nieszczęsnej górnej lewej jedynce, która dodatkowo była niewłaściwie ustawiona). W związku z tym zainwestowałam w takie gumowe szyny na zęby i przez około 2 lata zakładałam je na noc.

Punktem zwrotnym mojej bierności względem zgryzu okazały się oświadczyny mojego ówczesnego chłopaka :). Ustaliliśmy datę ślubu na za 2,5 roku – do tego czasu postanowiłam więc naprawić swoje zęby.

Zaczęłam szukać informacji w internecie na ten temat i trafiłam na Zadrutowanych. Przeczytałam bloga od deski do deski [przyp. Zadrutowani: podziwiamy :D!]. Szczególnie zaintrygował mnie artykuł przedstawiający historię Hani. Zaczęłam dostrzegać pewne podobieństwa w jej i w swoim zgryzie.

Dopiero wówczas zorientowałam się, że fakt, iż dolne zęby wystają przed przednie, jednak nie jest normalny, choć wcześniej liczyłam, że problem stanowią trochę krzywy zgryz i krzywa górna lewa jedynka. Od tamtej pory zaczęłam uważniej patrzeć na swoje stare zdjęcia…

Istotnie, zawsze miałam żuchwę wysuniętą do przodu. Sama postawiłam sobie diagnozę – progenia. Z takim przekonaniem żyłam, czekając na umówioną wizytę do ortodonty.

Moja pierwsza wizyta odbyła się w maju zeszłego roku. Pani doktor była bardzo miła. Opowiedziałam jej o swoich problemach i obawach. Popatrzyła na moje zęby z prawej strony, z lewej, przy zgryzie otwartym, zamkniętym i stwierdziła – co dla mnie było najważniejsze – że żadnych operacji raczej nie powinno być. Już wtedy pani doktor skradła moje serce tym stwierdzeniem. Oczywiście na samych oględzinach się nie skończyło – ortodontka pobrała wyciski i wysłała mnie na wszystkie niezbędne prześwietlenia. Jeśli chodzi o stan zębów to miałam zdrowe – leczyłam je od roku z cichym planem założenia aparatu po ukończeniu studiów.

Na kolejną wizytę nie czekałam długo, około 2 tygodni. Wybrałam się z uprzednio wykonanymi prześwietleniami. Diagnoza jaką usłyszałam była następująca: dwa martwe zęby (górna prawa szóstka, górna lewa jedynka), brak prawej górnej piątki (została usunięta jak byłam młoda), brak 2 dolnych ósemek (na prześwietleniu nie ma nawet zawiązek), a do tego bruksizm. Przesunięta linia pośrodkowa zębów w stronę lewą (przez co mam prawą stronę ust troszkę mniejszą, a zauważyłam to dopiero po diagnozie) oraz zgryz krzyżowy.

Pani doktor jednak mnie pocieszyła, że wbrew pozorom moja wada wcale nie jest taka trudna do naprawienia, gdyż moje tylne zęby układały się wręcz książkowo. Musiałam usunąć jeden zdrowy ząb – albo dolną prawą jedynkę, albo dolną prawą czwórkę – na szczęście padło ostatecznie na 4 :D.

Mój plan leczenia zakładał, że najpierw miałam mieć założony aparat na dolny łuk, a dopiero po kilku miesiącach na górny. Trochę mnie to zdziwiło, bo wydawało mi się, że wszyscy mają najpierw zakładaną górę. Liczyłam na to samo w związku z moim największym kompleksem, ale ze specjalistą się nie dyskutuje – w końcu wie, co dla pacjenta najlepsze. Dolny łuk miał być metalowy, gdyż na dole potrzeba było dużo pracy. Plan zakładał, że dolne zęby będą schowane się za górne. Jeśli zaś chodzi o górę, to od początku skłaniałam się ku aparatowi estetycznemu, ponieważ istniała szansa, że nie zdejmę aparatu do wesela.

W końcu nadszedł wyczekiwany dzień – 12 czerwca 2017. Myślę, że był to jeden z lepszych dni w moim życiu :). Jak się jednak potem okazało, o ile sam dzień zakładania aparatu wspominam bardzo dobrze, to tydzień od założenia był męką. W zasadzie było to 7 dni wypełnionych bólem w trakcie jedzenia. Ale poza tym dyskomfortem pokochałam swój aparat ;).

Aby moje dolne zęby mogły się cofnąć, na tyle zęby (6 i 7) zostały nałożone bajty. Przez to przednie zęby w ogóle się u mnie nie stykały. Uwierzcie mi – sam aparat nie był taki straszny, ale nauczyć się jeść i gryźć od nowa… to nie było to łatwe.

Bajty na tylnych zębachBajty widoczne na tylnych zębach, ~9 miesiąc

Oprócz podwyższenia zgryzu, po prawej stronie nie miałam czwórki – minął dopiero tydzień od jej usunięcia. W związku z tym jadłam tylko lewą stroną, używając zębów, które się stykały – zatem tylko szóstkami i siódemkami. Było naprawdę ciężko, do tego dochodził jeszcze ból zębów wywołany aparatem. Dodatkowo bałam się gryźć, aby dopiero co przyklejony aparat nie odpadł – myślę, że sporo pacjentów się tego obawia. Mniej więcej 2 tygodnie zajęło mi nauczenie się jedzenia na nowo – potem było już łatwiej.

Na wizyty chodziłam co miesiąc i czekałam, aż Pani doktor w końcu powie: “za miesiąc zakładamy górę”. We wrześniu w końcu nadszedł ten długo wyczekiwany przeze mnie dzień. Było to 3 miesiące od założenia dolnego łuku, a różnica w ułożeniu dolnych zębów była już widoczna gołym okiem. Na górny łuk został mi założony aparat półestetyczny – tzn od 4 do 4 aparat ceramiczny, a na pozostałe zęby – elementy metalowe. Co ciekawe, górna prawa trójka ma tymczasowo zamek metalowy, ponieważ potrzeba dużych sił, aby ją przekręcić. Ponieważ zamki metalowe są bardziej wytrzymałe od estetycznych, przez jakiś czas muszę się przemęczyć z metalowym elementem.

Po lewej stronie u góry aparat mam tylko do 5, po prawej aż do 7 (z tym że prawej 5 nie mam w ogóle). Naturalnie założenie aparatu na łuk górny ponownie wiązało się z tymczasowym bólem. Po wcześniejszych doświadczeniach straciło to dla mnie znaczenie, a ponadto widoczne efekty, zauważalne przeze mnie i przez inne osoby, wynagradzały mi każdy ból.

Standardowo uczucie rozpierania, ciągnięcia i tkliwości przy naciskaniu na zęby pogłębiało się u mnie po wizytach kontrolnych. Jedną z wizyt wspominam jednak szczególnie nieprzyjemnie. W związku z tym, że moja górna prawa 3 jest mocno przekręcona, pani doktor, oczywiście pod znieczuleniem, nawierciła mi kość nad zębem czymś w rodzaju “śrubokrętu”. Nie wiem co to było, aczkolwiek wymagało przyłożenia naprawdę dużej siły – głowę miałam wciśniętą w fotel. Celem tego zabiegu było ponoć przyspieszenie przesuwania/obracania zęba. Po ustąpieniu znieczulenia ból po zabiegu był ogromny, dużo gorszy niż przy pierwszych dniach z aparatem, ale rzeczywiście przyspieszyło to proces przesuwania zęba.

Po 7 miesiącach leczenia ortodontycznegoPo ~7 miesiącach leczenia ortodontycznego.

Noszenie aparatu to w moim przypadku proces rozpisany na dwa lata, plus – minus pół roku. W tej chwili noszę go już od 9 miesięcy, nie ograniczam się co do koloru jedzenia, zjem barszczyk, coś z curry, a także napiję się wina ;). Czy ligatury się przebarwiają? Owszem, trochę tak, ale nie jest to aż tak straszne i widoczne, mi osobiście to nie przeszkadza – tym bardziej, że raz w miesiącu są one wymieniane. Jeżeli chodzi jedzenie, wcale nie jem papek, nie miksuje jedzenia.

Powiem więcej – może teraz inni zadrutowani mnie będą hejtować, ale jem kanapki odgryzając je normalnie przednimi zębami!!! [przyp. Zadrutowani: polecamy szczególną ostrożność ;)]. Jeżeli jestem tuż po wizycie, niestety muszę trochę pokroić kanapeczki, bo faktycznie gryzienie trochę boli, ale po tygodniu jest już w porządku. Poza tym jem też orzechy, choć robię to ostrożnie :). Na pewno natomiast nie żuję gum.

Jeżeli chodzi o bruksizm, to nadal zaciskam w nocy zęby, ale nie ścierają się one, ponieważ przednie zęby nie mają kontaktu Liczę, że problem ustąpi, kiedy będę już miała całkowicie prawidłowy zgryz.

W najbliższym czasie mam zaplanowany również konturing zębów oraz nadbudowę startej jedynki, więc póki co wygląda to jak wygląda ;). Ale jestem szczęśliwa – dni zakładania aparatów na dół i górę nadal wspominam jako jedne z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Mam nadzieję, że do czerwca 2019 zdejmę już aparat, choć już teraz przypuszczam, że troszkę będę za nim tęsknić. Jako Panna Młoda chcę mieć piękny uśmiech bez aparatu, ale jeśli się to nie uda, to będę Zadrutowaną Panną Młodą 😀 – też nie będzie źle!

Leczenie ortodontyczne polecam każdej osobie, która go potrzebuje. Zawsze będę twierdzić, że wiek jest nieistotny, bo na zdrowy zgryz nigdy nie jest za późno. Dziękuję Kasi i Michałowi z zadrutowani.pl, bo dzięki nim przełamałam się i zebrałam na odwagę, aby wybrać się na pierwszą wizytę do ortodonty.

Jeśli – drogi Czytelniku – czytasz ten tekst i masz jeszcze jakieś wątpliwości, rusz się z kanapy/fotela, bo nikt tego nie zrobi za Ciebie. Zadrutowani mogą Cię ewentualnie zmotywować, ale nie pójdą za Ciebie na pierwszą wizytę ;)! Pozdrawiam – Iwetta 🙂

Zadrutowani: Wierzymy, że z historii każdego pacjenta można się dowiedzieć czegoś interesującego. W przypadku Iwetty był to m.in. zabieg, który przypominał kortykotomię, ale najprawdopodobniej nią nie był (ponieważ nie było żadnego szycia dziąsła). Jeszcze wiele ortodontycznych ciekawostek między nami ;). Jeśli podobał się Ci ten artykuł i chciałabyś/chciałbyś podzielić się z pozostałymi Czytelnikami Zadrutowanych swoimi doświadczeniami – napisz do nas :)!

Jeśli znajomi planują założenie aparatu, podajcie im nasz adres 😉💕! Jeśli jeszcze tego nie zrobiła(e)ś, dołącz do nas również na Instagram 🌅 oraz Facebook 👍.

Michał / 2018-05-14

Magdalena · 2018-05-14 08:51

Ja mam pytanie do Iwetty czy szyna relaksacyjna nie koliduje z aparatem? Czy widoczne na 2 ostatnich zębach białe powierzchnie to nadbudowa zębów wynikająca z bruksizmu? Mam podobny problem, tylko moja wada dla osoby niezorientowanej w temacie jest niewidoczna ale bruskizm spowodował mocne odsłonięcie szyjek zębowych (mam bardzo cienki biotyp). Jestem po pierwszym (z 4!) przeszczepie dziąsła i czasowo nie używam szyny. Po przeszczepach i kortykotomii czeka mnie założenie aparatu i widząc problem Iwetty nasunęło mi się pytanie o to jak wygląda noszenie aparatu i szyny. Jak często trzeba wtedy wymieniać szynę na nową, bo jest przecież dopasowana do zębów a aparat zmienia ich ustawienie? Pozdrawiam Zadrutowanych :) Magda

Iwetta · 2018-05-21 11:00

W tej chwili nie noszę szyny. Nadbudowa zębów (bajty ) na tylnych zębach wynikają z mojej wady, gdyż dolne zęby wychodziły mi przed przednie, więc potrzebne było zrobienie szpary miedzy dolnymi a górnymi zębami aby się nie stykały i mogły się cofnąć za zęby przednie. W związku z tym,że zęby mi się nie stykały nie było możliwości ich dalszego ścieranie. Niestety nie mam doświadczeń odnośnie aparatu i szyny jednocześnie.

Zareklamuj się na Zadrutowanych!
427760 odsłon w 01-09/2018 Zobacz ofertę »