Progenia – jak ją leczyć?

Progenia – jak ją leczyć?

Czytelnicy regularnie odwiedzający Zadrutowanych mieli już okazję poznać Karolinę i Hanię – dzielne dziewczyny, które ze względu na progenię [1] poddały się operacjom ortognatycznym. Chociaż w poprzednich wpisach było już sporo na ten temat, bo obie bohaterki dość wylewnie podzieliły się swoimi doświadczeniami, to uważamy, że takich wpisów nigdy nie będzie za wiele. W końcu – co człowiek, to inny przypadek i inne wrażenia, prawda? Dlatego było nam bardzo miło, gdy napisała do nas Zuza, która także ma już za sobą operację korygującą progenię i przesłała nam swoją historię. No dobra… Przyznamy, że było nam miło również dlatego, że Zuza napisała miłe słowa uznania dla naszej pracy:

Chciałam jeszcze raz powiedzieć, że naprawdę Wasz blog robi wrażenie i dzięki Wam teraz noszenie aparatu nie jest takie straszne, w przeciwieństwie do tego, jak to było chwilę po jego założeniu! Kawał dobrej roboty!

Dziękujemy za te słowa i za cegiełkę dołożoną do budowy Zadrutowanych 😃. Mamy nadzieję, że historia Zuzy rzuci Wam kolejne światło na leczenie progenii i pokaże, że operacja ortognatyczna, czy kortykotomia to nie wyrok. Jeżeli ktoś z Was odwiedza Zadrutowanych po raz pierwszy trafiając właśnie na ten wpis, zachęcamy także do zapoznania się z wcześniejszymi wpisami na temat progenii tutaj (Karoliny) oraz tutaj (Hani).

Zapraszamy do lektury – poznajcie Zuzę 😊.


Początek mojej przygody z aparatem

Od zawsze marzyłam o tym, by mieć proste zęby (przyp. Zadrutowani – Jak my wszyscy 😃). W końcu za namową mojego dentysty postanowiłam pójść do ortodonty, aby je wreszcie wyprostować i mieć upragniony, piękny uśmiech. Tego co usłyszałam u ortodonty nigdy, PRZENIGDY się nie spodziewałam. Powiedział mi, że mam poważną wadę zgryzu, którą da się skorygować jedynie operacją ortognatyczną. Ale jak to? Nie sądziłam wtedy nawet, że wady zgryzu są leczone inaczej niż aparatem ortodontycznym. No nic. Zdecydowałyśmy z mamą pójść do jeszcze dwóch innych specjalistów, aby upewnić się, że ta operacja faktycznie jest konieczna. Wszędzie słyszałam, że mam progenię i tylko operacja wchodzi w grę.

Po burzy mózgów z moimi rodzicami podjęłam decyzję o operacji. Umówiłam się na wizytę u ortodontki i tak zaczęła się moja przygoda z aparatem ortodontycznym. Przed samym założeniem aparatu przeszłam jeszcze zabieg usuwania obu dolnych ósemek. Sam zabieg był jednak niczym w porównaniu do operacji, która mnie czekała 😉. Aparat miałam założony dzień po mojej osiemnastce – 3 marca 2015 r. Przez ok. 1,5 roku chodziłam do ortodontki na kontrole i do chirurga na konsultacje przed operacją.

Po upływie półtora miesiąca od założenia aparatu musiałam przejść także zabieg kortykotomii (zwany również dekortykacją. Jeżeli interesuje Was ten temat, to zapraszamy do lektury poprzednich (Michała) wpisów (Magdy) o tym zabiegu – przyp. Zadrutowani). W moim przypadku dotyczył on jedynie szczęki. Ponadto usunięto mi obie górne ósemki. Dzięki kortykotomii i ekstrakcjom miała poszerzyć mi się szczęka, a zęby miały się szybciej wyprostować. To był także element przygotowań do właściwej operacji. Sama kortykotomia przebiegła w znieczuleniu miejscowym i trwała może z 1,5 godz. Ogólnie sam zabieg nie był bolesny, ale następnego dnia byłam w delikatnym szoku, gdyż nie sądziłam, że AŻ TAK spuchnę. Na szczęście sama opuchlizna trzymała się około tydzień i też tylko przez tydzień jadłam same “słoiczki” i przeciery.

Przygotowania do operacji i pobyt w klinice

Przed operacją musiałam częściej przychodzić na kontrole do ortodontki i na konsultacje u chirurga. Oczywiście miałam też zrobione wyciski oraz założono mi ligatury Kobayashi – są to takie metalowe ligatury z haczykami. Dzięki nim mogłam po operacji nosić wyciągi ortodontyczne łączące szczękę z żuchwą. Musiałam wykonać także różne badania – morfologię krwi, badanie moczu, EKG, rentgen klatki piersiowej oraz badanie grupy krwi.
Termin na operację miałam wyznaczony na 6 września 2016 roku. Tego samego dnia rano przyjechałam z Mamą do prywatnej kliniki w Warszawie. Natychmiast przyjęli mnie na oddział i zaprowadzili mnie do mojego pokoiku, w którym miałam spędzić najbliższe dni. Od salowej dostałam przepiękną, granatową piżamkę, w którą się natychmiast przebrałam. Oczywiście musiałam zdjąć całą biżuterię i być bez makijażu. Po chwili nerwowego oczekiwania przyszedł pan doktor, który miał mnie operować i do którego przez ten cały czas chodziłam na konsultacje. Założył mi na głowę równie piękny, co piżamka, czepek.

Potem jeszcze przyszedł anestezjolog i zrobił ze mną szybki wywiad. Roztrzęsiona i przejęta prawie płakałam ze strachu. Anestezjolog zabrał mnie od mojej Mamy i wsiedliśmy do windy, żeby zaraz wejść na blok operacyjny. Pan anestezjolog zobaczył, że jestem przerażona nową sytuacją i tym co ma się zaraz wydarzyć, więc próbował mnie rozśmieszyć rzucając jakimiś żarcikami, lecz nie było to w stanie poprawić mojego nastroju (ale doceniam chęci!). Po wejściu do sali operacyjnej, panie pielęgniarki pomogły mi się położyć na stole operacyjnym i zaczęło się podpinanie mnie do elektrod monitorujących pracę serca, wpinanie wenflonu i wreszcie – podanie narkozy. Odliczanie od 10 w dół. Nawet nie doliczyłam do dziewięciu i już spałam.

Wybudzenia z narkozy nie pamiętam. Salowa mówiła mi, że zaczęłam strasznie płakać, ale jak słowo daję, nic z tego nie pamiętam! Odzyskałam przytomność na sali pooperacyjnej. Pamiętam, że było mi niemiłosiernie gorąco w masce tlenowej i co chwila pytałam, czy mogę ją zdjąć. Cud, że salowa mnie zrozumiała! Ale oprócz tego, że było mi gorąco, to tak naprawdę nic innego mi nie doskwierało. Nie czułam bólu, starałam się nie ruszać szczęką, więc również nie czułam żadnego dyskomfortu, oprócz tego gorąca. Raz wpadł do mnie doktor i jedynie zamknął mi buzię, bo jak się okazało. przez ten cały czas na sali pooperacyjnej miałam ją otwartą, z czego nawet nie zdawałam sobie sprawy.
Po pewnym czasie (niestety byłam tak skołowana, że nie jestem w stanie stwierdzić ile leżałam na sali pooperacyjnej) pani pielęgniarka zabrała mnie z powrotem do mojego pokoju. Nie miałam siły nawet podejść do lustra, więc dopiero po wzięciu telefonu do ręki i odpaleniu snapchata zobaczyłam tak naprawdę moją opuchliznę w całej okazałości. I powiem Wam, że się przeraziłam. Czegoś takiego się nie spodziewałam.

Zaraz po wyjściu z sali operacyjnej.

 

Pierwszy i drugi dzień po operacji.

Na szczęście długo nie myślałam o swoim wyglądzie, bo przyszła do mnie moja Mama i zaczęła się ze mną porozumiewać (bo rozmową tego nazwać nie można 😉). Od razu po jej wyjściu zrobiłam się senna i poszłam spać.

Kolejne dwa dni w klinice strasznie mi się dłużyły. Odwiedzała mnie jedynie rodzina, bo nie chciałam, aby znajomi mnie widzieli w takim stanie. Nie wiem czy pamiętacie, ale początek września 2016 był upalny. I tak też było w moim pokoju. Nic nie dawało otwieranie okien i wietrzenie go. Przez tą temperaturę czułam się fatalnie. Nie pomagały nawet zimne żelowe okłady, które miałam prawie cały czas przytknięte do twarzy. Odmawiałam jedzenia, a mimo to prosiłam o środki przeciwwymiotne, bo bałam się, że zwymiotuję przez ten skwar w moim pokoju. Przez cały pobyt w szpitalu zjadłam może parę łyżek kleiku, który tam dostawałam. Możecie mi wierzyć albo nie, ale nigdy w swoim życiu nie byłam tak wycieńczona. Wycieńczona – ale nie z bólu – z gorąca. Tak naprawdę to ani szczęka, ani usta – nic mnie nie bolało.

[1] Progenia zaliczana jest do wad doprzednich. Inaczej zwana jest przodużuchwiem morfologicznym. Jest to wada wrodzona, powstała na tle nadmiernego doprzedniego wzrostu żuchwy. W rysach twarzy zauważalne jest wysunięcie brody i wargi dolnej, która czasami jest też silnie napięta w przypadku retruzji (nadmiernego przechylenia zębów w stronę języka) zębów siecznych dolnych. Funkcje odgryzania i żucia są zaburzone. Na ogół w tej wadzie istnieje dysproporcja języka w stosunku do wąskich rozmiarów żuchwy, co powoduje także zaburzenia mowy, zwłaszcza w artykułowaniu niektórych zgłosek – przyp. Zadrutowani za: Karłowska I. Diagnostyka wad zgryzu w: Zarys współczesnej ortodoncji, PZWL, Warszawa 2016


Ciąg dalszy nastąpi 😊! Podoba się pierwsza część historii Zuzy? Polubcie poniżej 👍😃. A jeśli znajomi planują powalczyć o piękny uśmiech, podajcie im nasz adres 😉💕 – może znajdą tu coś dla siebie? Zapraszamy również do obserwowania nas na Instagram 🏖 i Facebook 👍.

Kasia / 2017-10-30

Magdalena · 2018-01-25 12:01

Mi parę dni temu ortodontka zaproponowa operację ortodontyczną. Mam progenie, ale wada jest niewielka, nie przeszkadza mi to wg wizualnie, przyzwyczailam sie do takiej siebie i nawet nie wiedziałam, że cos ze mna jest nie tak ;) (mam całkiem prostebzeby zęby, a nigdy nie nosiłam aparatu) Zastanawiam sie nad operacja jedynie ze względów zdrowotnych, szczeka mi się często przycina (raz mi sie całkiem zacieła i musiałam sie postarać żeby wróciła do normy) i "chodzi" na boki, a to boli. Poza tym mam ciągłe bóle głowy (myślałam, że to migrena, ale jednak okazalo się, że to wina wady zgryzu). Wszystkie te objawy bardzo uciążliwe :( Po całym dniu również czuje ból szczeki tuż przy uszach - tak jakbym sobie coś nadwyreżyła:/ Zastanawiam się co robić, czy poddac sie tej operacji (boję sie jej)? Jak widzę (czytajac waszego bloga i różne fora) to większość osob robi tę operację ze względów wizualnych. Czy tylko ja chcę sie zdecydować na tę operację żeby pozbyć sie bólu?

Zareklamuj się na Zadrutowanych!
427760 odsłon w 01-09/2018 Zobacz ofertę »